Powrót do pracy - koniec sielanki?

6.04.2018
data:post.title

Tak. Przyznaję. Panikara ze mnie straszna. Na samą myśl o powrocie do pracy miałam ciary i chciało mi się płakać. Od kiedy zostałam mamą zawsze na tego typu histerie mam świetne wytłumaczenie - hormony. 

Bardzo długo ta myśl była taka odległa, że prawie nierealna. Ładnie ponad rok? To tyle czasu, że zdążę się nim nacieszyć. A potem te dni zaczęły się szybko kurczyć i znikać. Nawet  nie wiem kiedy ten rok minął i zaczęło się wielkie odliczanie. Jeszcze miesiąc, trzy tygodnie, dwa tygodnie, tydzień... Jutro idę do pracy. Brzmiało to jak najgorszy koszmar. Wieczory na tydzień przed zalane łzami. Miała wrażenie, że coś się kończy. Przed oczami miałam wspólne poranki, wylegiwanie się w łóżku bez limitu czasowego. Do końca nie wiedzieliśmy kto zajmie się Oliwierem, kiedy ja będę w pracy. Gdy w domu zapadała cisza moje myśli szalały. Widziałam mojego syna błąkającego się po domu z moją poduszką. Często to robił, kiedy chciał przytulić się do piersi i iść spać. Pewnie będzie myślał, że go zostawiłam i już nie wrócę. Jej! Co za pomysły!
Głośno o tym nie powiedziałam, ale bałam się jak ja się wkręcę znowu w pracę, którą bardzo lubiłam, ale nagle stała się dla mnie nowa i obca. Kiedy rano weszłam po raz pierwszy do pokoju nauczycielskiego miałam wrażenie, że jestem tam nowa. Kiedy mnie nie było zaszły różne zmiany i wszystko było dla mnie takie inne. Wszyscy byli w połowie roku szkolnego, pracowali na wysokich obrotach, dobrze znali swój plan i  kto gdzie ma dyżur. I nagle wpadam ja i nawet nie wiem, gdzie jest klasa w której będę miała lekcje. Odetchnęłam już po pierwszej lekcji. Dzieci dodają takiego powera, że aż chce się żyć. Większość znałam i uczyłam w poprzednich klasach. Uścisków i serdeczności nie było końca. Wróciłam do domu naładowana energią na cały dzień. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Nagle stres, którym żyłam przez kilka dni okazał się zbędny. Mam to szczęście, że pracuje w szkole i mój etat jest o połowę krótszy niż standardowy. Gdybym miała rozstać się z Oliwierem na 8h dziennie to dopiero by było, ale wszystko idzie przeżyć i zaakceptować. Tego właśnie uczy macierzyństwo. Czasem nie mamy nic do gadania. Wiele musimy zaakceptować i nauczyć się, że z tym żyć. Nasze życie nagle staje się innym życiem i  wszystko zaczyna się od nowa. Przeżyłam swój pierwszy tragiczny miesiąc w przedszkolu, a już niebawem przeżyje pierwsze (może trudne) dni mojego synka w nowych dla niego okolicznościach. I co z mojego stresu. Kiedyś to będzie musiało nadejść. Tak jak powrót do pracy.
Jeśli powrót do pracy przed Tobą, mogę Ci tylko napisać, że stres jest złym doradcą. Każdy dzień nakręca bardziej i Twoje dziecko też czuje ten niepokój. Mój powrót do pracy bardzo korzystnie wypłynął na nasze relacje. Mała tęsknota za dzieckiem jest czymś zdrowym. Kiedy jestem w pracy staram się oddać jej w 100%. Gdy zadzwoni ostatni dzwonek pędzę do domu jak szalona. Kiedy wchodzę do domu i słyszę na klatce jego śmiech mam ochotę skakać ze szczęścia. Oliwier wcale za mną nie płacze. Rano przed wyjściem z domu robi wdzięcznie "pa pa" i przesyła słodkiego buziaka. Jestem przekonana, że u Ciebie będzie podobnie. Wiesz jak fajnie jest porozmawiać z kimś na tematy dalekie od macierzyństwa? Wstać przed dzieckiem, umalować się w spokoju i założyć coś innego niż wygodne domowe dresiki?
Pamiętaj, że bycie  mamą to Twój atut. Jesteś kobietą, która ogarnia cały dom i jest dobrze zorganizowana. Potrafisz dokonywać trafnych decyzji i zawsze znajdziesz rozwiązanie największych problemów. Życie już Cię tego nauczyło. Możesz śmiało wrócić do pracy z podniesioną głową. Jako MAMA - kobieta spełniona, przenosząca radość płynącą z domu do miejsca pracy, pełna energii i chęci do rozwoju.
To nie koniec plusów. Twoje dziecko nagle zrobi się bardziej samodzielne i zdobędzie nowe doświadczenia.
Moja zawód wymaga pracy również w domu. To idealna okazja, żeby zaangażować tatę w opiekę nad dzieckiem. Czasem Oliwer ma ochotę mi "pomóc". Wtedy razem zasiadamy do biurka i pracujemy wspólnie. Wygląda to tak, że pulpit na moim laptopie nagle jest do góry nogami i potem muszę kombinować jak to zmienić, ale i tak mi to nie przeszkadza. Mam go blisko, jest szczęśliwy i tylko to się liczy.




Kobieta ze mnie typowa. Zawsze staram się sobie wyrównać stres i dorzucić sobie radości. I tak kiedy miałam pisać pracę magisterską - kupiłam sobie wymarzone zerówki. Taka nagroda na zaś. Kiedy stresowałam się nową pracą - kupiłam sobie kilka fajnych, wyjściowych ubrań. Powrót do pracy umiliło mi nowe biurko. Zawsze o takim marzyłam. To miejsce dla mnie. Ze ścianą pełną zdjęć i wspomnień. Polubiłam je nie tylko ja. Kamil często pracuje w domu i zauważyłam, że korzysta z biurka tak chętnie jak ja. Zrezygnował nawet z pozycji półleżącej na kanapie, więc szał. Zauważyłam, że mini biura w domu zrobiły się bardzo popularne. Nadal szukam inspiracji, żeby fajnie zaaranżować to miejsce w naszym salonie. Jeśli jesteście na etapie poszukiwań z czystym sumieniem mogę Wam polecić nasze biurko firmy Timoore z kolekcji First. Jest masywne, starannie wykonane i co dla nas było ważne łatwe w złożeniu. Użyte lakiery są bezpieczne dla dzieci. Wszystkie narożniki są zaokrąglone, a szuflada ma spowalniacze, które zabiegają przed przytrzaśnięciem małych pluszaków.












Podrzucam linki do strony www i social media firmy Timoore:
http://timoore.eu/115/kolekcja
https://www.facebook.com/TimooreMeble
https://www.instagram.com/timoore.eu/

Prześlij komentarz